|
|
NASZE WYPRAWY
To tu, to tam, czyli bliższe i dalsze wypady (w miarę) zorganizowane.
DREZNO zima 2006
Wszystko zaczęło się od telefonu Ryśka w stylu: 'Ty, to co z tą wycieczką?' Zaskoczył mnie
strasznie. Przypomniałem sobie po chwili, że rzeczywiście odbierając od niego 'blachy' na jesieni
rozmawialiśmy na temat wycieczki do Drezna, ale nie było to nic zobowiązującego. A tu
proszę - przypomniało się Rysiowi w lutym :)
No cóż w sumie to do takich spontanicznych pomysłów nie trzeba nas długo namawiać - umówiliśmy
się na pierwszy weekend z brzegu i w drogę.
W sumie wyruszyliśmy w piątkę - Ja, Kasia, Ula, Rysiek (nasz ulubiony płatnerz) i Pani jego serca - Sylwia.
Plan był prosty - dojechać na miejsce, znaleźć zbrojownie a reszta potem :)
Tak też zrobiliśmy. Droga upłynęła szybko (ach te niemieckie autostrady...) na rozmowie o sprawach
życiowo-bractwowych.
Drezno przywitało nas nie najlepszą pogadą śniegowo-deszczową, piękną architekturą oraz kolumną
policji wyposażoną w kaski, kamizeli, armatki wodne oraz uzbrojoną w tarcze i pałki.... Nieźle się
zaczyna co?
Jak się potem okazało, trafiliśmy w sam środek manifestacji antyfaszystowskich. A wiadomo jak są
ci anty to i musza sie pojawić ci za. Było głośno, tłoczno i zielono od policji, na szczęście nie
doszło do żadnych starć. Problem był tylko z fotografowaniem budynków bez 'zielonych' akcentów w
postaci policjantów lub policjantek czy radiowozów. Ale ja nie o tym miałem.
Jak się okazało odnalezienie architektonicznego klejnotu Drezna czyli Zwinger nie stanowiło
najmniejszego problemu nawet bez planu miasta. Ula już kiedyś tam była a jej zmysł orientacji w
czasoprzestrzeni działał tego dnia zadziwiająco dobrze ;)
Zaczęliśmy od zbrojowni czyli Muzeum Historycznego (Rustkammer). Ogromny zbiór pancerzy, broni
białej oraz palnej. Ale nie tylko, można było podziwiać miedzy innymi takie przyrządy jak
VI-wieczny scyzoryk (Mc Gywer by pozazdrościł;))czy zachowana z tego okresu sakwa. Trochę nam było
szkoda, że nie ma uzbrojenia z tego przedziału historycznego który nas najbardziej interesuje,
ale piękno pancerzy od późnego XV w. przez wiek XVI do znacznie późniejszych arcydzieł sztuki
płatnerskiej znacznie złagodziło ten żal.
Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie bełty do kuszy których sama wielkość i rozmiar grotów mogło
wzbudzać przerażenie. Teraz rozumiem dlaczego ta broń jest ciągle wyklęta :) Trochę czasu
dziewczynom zajęło, żeby mnie i Ryśka stamtąd wyciągnąć.
Następnym miejscem które zobaczyliśmy była Galeria Malarska Dawnych Mistrzów (Gemäldegalerie
Alte Meister) - ogromny zbór dzieł włoskiego malarstwa renesansowego, jak również flandryjskiego
i holenderskiego malarstwa z XV-XVII stulecia.
Reprezentowane jest również francuskie malarstwo z XVII-XVIII wieku i niemieckie malarstwo z
XVI-XVIII stulecia.
Naszą uwagę zwróciły dzieła Rubensa oraz Canaletta. Piękno i perfekcję tych obrazów można by
podziwiać godzinami, niestety nie mieliśmy tyle czasu...
Kolejnym punktem na planie naszej wycieczki było Muzeum Porcelany, gdzie mogliśmy podziwiać
precjoza wykonane z tak kruchego materiału. Najbardziej zainteresował nas bukiet kwiatów w
wazonie wykonany w całości z porcelany. Tak perfekcyjnie, że aż Kaśka musiała się upewnić
czy to aby 100% porcelana pytając o to obsługę :):)
Potem zrobiliśmy sobie krótką przerwę na coś do zjedzenia oraz na buszowanie w muzealnej
bibliotece. Byłem pod wrażeniem ilości dostępnych pozycji, których temat dotyczył wystaw. I tak na
przykład jeśli chodzi broń białą i zbroje można było przeglądnąć i zakupić nie tylko albumy
dotyczące wystawy ale także inne książki o tej tematyce. Także pozycje anglojęzyczne. Niestety
ceny w euro skutecznie przeszkodziły w zakupie interesujących nas opracowań.
Ale przynajmniej teraz wiemy na które książki warto 'zapolować' a na które nie.
Ostatnim etapem wyprawy był skarbiec Grünes Gewölbe. Cóż by tu napisać, ehhh jeśli ktoś próbował
sobie wyobrazić którykolwiek skarbiec opisywany w bajkach, to ten właśnie tak wygląda. Ilość
klejnotów, biżuterii oraz drogocennych przedmiotów codziennego użytku (np. sztućce, puchary,
zegary) przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Taka ilość drogich cacek nieuchronnie spowodowała
pojawienie się myśli typu 'Co można by sobie kupić za ten jeden mały naszyjnik...' Niestety ni
jak nie chcieli nic nam sprezentować...
Na szczególną uwagę zasługuje z pewnością indyjska scena dworska, makieta z ogromną ilością małych
figurek. Wszystko wykonane ze srebra, złota i drogocennych kamieni.
Mieliśmy przyjemność oglądać również kolekcję broni białej których oprawy wykonane były ze
szlachetnych kruszców oraz diamentów, rubinów, szmaragdów i pereł.
Chlubą skarbca jest 41-karatowy zielony diament (największy tego koloru na świecie) tzw
'Zielony Drezdeńczyk' - klejnot koronny królów Saksonii.
Niestety w skarbcu jest całkowity zakaz robienia zdjęć! Więc na pamiątkę zostaną tylko wspomnienia.
To ostatnie miejsce w którym byliśmy tego dnia.
Na koniec warto wspomnieć o ścianie wzdłuż Augustusstraße. Na tejże ścianie znajduje się długi na
102 m Orszak Książęcy.
Nie bez znaczenia jest to, że wszystkie te miejsca zwiedziliśmy kupując jeden bilet - koszt 10
euro normalny, 6 euro ulgowy. Do zniżki wystarczy POLSKA legitymacja studencka.
Pozwolenie na foto 5 euro (poza skarbcem).
Przed wyruszeniem na wycieczkę polecam zapoznanie się ze stroną:
www.drezno.art.webd.pl -
wiele cennych informacji w jednym miejscu i po Polsku :)
Muszę zaznaczyć, że byliśmy bardzo miło zaskoczeni wyrozumiałą i przemiłą obsługą muzeum. Panie z
polskich instytucji tego typu mogły by się się wiele od nich nauczyć!!!
Niestety na więcej Drezdeńskich atrakcji nie starczyło nam czasu i sił.
No cóż, trzeba będzie tam jeszcze wrócić... :):)
Spisał i fotografował Łukasz
[Inne zdjęcia z wycieczki - do obejrzenia w naszej Galerii - zapraszamy]
|
|